Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
73 posty 8 komentarzy

Niecodziennik

Robert Winnicki - Wszechpolak - katolik - działacz społeczny

Nowa wojna? – pilnujmy naszej peryferyjności

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Jednym z większych atutów, jakie słaba Polska posiada wobec toczącej się dziś gry pomiędzy mocarstwami, jest, paradoksalnie, jej peryferyjne położenie.

Mamy to szczęście, że znaleźliśmy się na peryferiach polityki światowej. Zachowujmy spokój, budujmy siłę naszego państwa, narodu, gospodarki i armii. Budujmy swoją pozycję w najbliższym otoczeniu. A dopóki jej nie zbudujemy – pilnujmy swojej peryferyjności.


Polska jest dziś słabym państwem, leżącym w regionie o drugo- lub nawet trzeciorzędnym znaczeniu dla rozgrywki toczącej się pomiędzy najważniejszymi podmiotami polityki międzynarodowej. W kształtowaniu się Polski jako państwa słabego udział mają czynniki zewnętrzne. W przeciwieństwie jednak do okresu komunizmu czy zaborów, głównym powodem owej słabości jest brak woli politycznej w polskim narodzie; woli do zmiany zaistniałego stanu rzeczy. Oprócz braku woli, czyli pewnego stanu niemocy mentalnej, brakuje również zdolności do jej dokonania. Brakuje umiejętności i chęci organizowania społeczeństwa do długotrwałego, zbiorowego wysiłku nastawionego na przebudowę relacji społecznych i politycznych.

Siła i słabość 
Przedmiotem niniejszego rozważania nie jest wspomniana wyżej niemoc mentalna. Pisząc o niej chcę jedynie zasygnalizować fakt, że rozwiązanie polskich problemów leży nie gdzie indziej, jak pomiędzy Odrą a Bugiem. Wszelkie czynniki zewnętrzne mają obecnie charakter wtórny wobec problemów, z którymi musimy jako Polacy poradzić sobie sami, tutaj na miejscu. Zwracam na to uwagę również z powodu głębokiego przekonania, że słabość państwa polskiego nie jest jakimś niezmiennym stanem rzeczy, obiektywnie zdeterminowanym przez historię albo fatum. Polacy myślący kategoriami narodowymi mogą Polskę, pod określonymi warunkami, po prostu odzyskać i odbudować, a raczej zbudować na nowo jej siłę.

W chwili obecnej, jak to już wcześniej zostało powiedziane, jesteśmy jednak państwem słabym. Polska nie jest liczącym się podmiotem na arenie międzynarodowej. Nasze możliwości militarne i gospodarcze są na chwilę obecną niewielkie. Także morale polskiego społeczeństwa, rozumiane jako siła więzi wspólnotowych, zaufanie pomiędzy ludźmi, rozumienie idei dobra wspólnego, skłonność do poświęcenia dla wspólnoty narodowej – to wszystko również jest na bardzo niskim poziomie. Póki nie zostanie uzdrowiona ta patologiczna sytuacja wewnętrzna, nie ma co marzyć o tym, by Polska była graczem na dużą, światową skalę.

Konsekwencje słabości
Ma to swoje daleko idące konsekwencje. Słabe państwo nie powinno ustawiać się na osi konfrontacji pomiędzy mocarstwami, zwłaszcza, jeśli jego położenie geopolityczne już nie raz udowodniło, że może znaleźć się na I linii frontu takiego starcia. Dlatego postępowanie polskiej dyplomacji przed II wojną światową oceniać należy negatywnie. Fakt, że znaleźliśmy się na „pierwszej linii strzału” jest być może dobrym asumptem do kształtowania narodowego morale – jesteśmy narodem bohaterów – ale z pewnością nie jest dobrym świadectwem dyplomacji prowadzonej rozsądnie i z korzyścią dla polskiej racji stanu.

Tragedia jakiej doświadczyła Polska podczas II wojny światowej, nieporównywalna bodaj z żadną inną wcześniejszą w naszej historii, powinna nas czegoś nauczyć. Dziś, w roku 2012, znajdujemy się, na szczęście, w nieco innej sytuacji, w nieco innym położeniu. Przede wszystkim, zagrożenia jakie wiszą nad Polską, mają zdecydowanie inną formę od tych, z jakimi mieliśmy do czynienia w 1939 roku. Zbrojny najazd połączony z długotrwałą okupacją i masową eksterminacją Polaków nie wydają się być dziś prawdopodobne. Nie oznacza to jednak, że nie możemy znaleźć się w obliczu konfliktu, który jeszcze bardziej zdezintegruje nasze życie narodowe, pozbawi nas szans na suwerenność polityczną i doprowadzi do jeszcze większej degradacji materialnej polskiego społeczeństwa. Możemy, a głupota, sprzedajność i nieudolność rządzących nami elit takie zagrożenie pomnaża.

Peryferyjność jako atut
Jednym z większych atutów, jakie słaba Polska posiada wobec toczącej się dziś gry pomiędzy mocarstwami, jest, paradoksalnie, jej peryferyjne położenie. Może to boleć naszą narodową dumę, ale fakty są bezlitosne; główny obszar zmagań światowych przeniósł się w ostatnich kilkudziesięciu latach poza Europę, w której centrum leżymy. O ile więc w wieku XVIII, XIX i przez większą część XX znajdowaliśmy się „w oku cyklonu”, o tyle dziś istnieje szansa, że możemy (jak zwykle, przy spełnieniu określonych warunków) uniknąć zajmowania pozycji na I linii frontu.

Obydwie wojny światowe były de facto wojnami europejskich mocarstw, których potęga była na tyle wielka, że konflikty te rozlewały się na cały świat. Spadek znaczenia całej Europy oraz wzrost potęg spoza strefy północnoatlantyckiej, przede wszystkim w Azji, sprawił, że Europa przestała być głównym teatrem rywalizacji światowych mocarstw. Nie twierdzę, że nie odgrywa żadnej roli – oczywiście, odgrywa i to wcale niemałą. Ale jedno jest niepodważalne – Europa przestała „być światem”. Ostatnie dwadzieścia lat to historia konfliktów i brutalnej walki o wpływy przede wszystkim na kontynencie azjatyckim, który stał się strategicznie ważny dla głównych, globalnych graczy.

Najbardziej zapalnym punktem na mapie świata jest Bliski i Środkowy Wschód, czyli obszar rozciągający się pomiędzy Egiptem a Indiami. Bogactwo zasobów ropy naftowej i gazu oraz idące za tym zainteresowanie mocarstw, konflikt izraelsko-arabski, a nawet szerzej – izraelsko-muzułmański, czy wreszcie rozwój radykalnego islamu – te czynniki sprawiają, że Bliski Wschód wydaje się być „Bałkanami XXI wieku”. Region ten cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem USA, które posiadają tam bazy wojskowe, dokonują inwazji na antagonistycznie nastawione względem nich kraje (Irak, Afganistan) i bezkrytycznie wspierają ekspansywną politykę państwa żydowskiego.

Polska przy boku USA
Po obaleniu rządów talibów w Afganistanie i Saddama Husajna w Iraku, Amerykanie skierowali swoją uwagę na ostatnie dwa, pozostające zdecydowanie w opozycji wobec ich polityki, państwa w tym obszarze: Syrię pod rządami dynastii Assadów i szyicki Iran. Polska wspierała politykę amerykańskich inwazji, biorąc udział w okupacji zarówno Iraku, jak i Afganistanu. Nad wyraz skromne możliwości militarne państwa polskiego ciężko ocenić jako znaczącą pomoc dla działań USA na Bliskim i Środkowym Wschodzie. Udział naszej armii w tych przedsięwzięciach miał jednak wydźwięk propagandowy. Po pierwsze – byliśmy jednym z elementów „szerokiej koalicji”, którą Stany budują przy okazji każdej inwazji. Po drugie – miało to służyć podkreśleniu naszej roli jako „najwierniejszego z wiernych” sojusznika USA w Europie Centralnej.

Jakiekolwiek doraźne korzyści płynące z naszej partycypacji w amerykańskich wojnach są więcej niż wątpliwe. Właściwie jedyne co można zaliczyć na plus, to sprawdzenie się pewnej liczby naszych żołnierzy w warunkach bojowych. Dyskusyjna pozostaje jednak wartość takiego doświadczenia dla obronności kraju. Nieliczne wojska ekspedycyjne z pewnością nie zapewnią bezpieczeństwa państwu polskiemu w sytuacji realnego konfliktu. Koszty naszego udziału w misjach: irackiej i afgańskiej, są za to pewne i wysokie. Oprócz strat w ludziach są to wysokie koszty finansowe, które mogłyby zostać przeznaczone choćby na modernizację naszej nielicznej armii i jej przestarzałego sprzętu. Gospodarka narodowa, pomimo czynionych obietnic, nic nie zyskała na udziale polskiego wojska w okupacjach.

Nie bez znaczenia pozostają również koszty polityczne. Gorliwa wsparcie, jakiego udzielamy USA, sprawia, że traktowani jesteśmy jako amerykański „koń trojański” w Europie – zarówno przez polityczny wschód, jak i zachód kontynentu. Nie byłoby w tym nic szczególnie złego, gdybyśmy w zamian posiadali żelazne gwarancje bezpieczeństwa i daleko idące wsparcie ze strony Ameryki. Tego jednak nie ma i nie będzie, choćbyśmy co dzień dawali nowe dowody bezkrytycznej miłości wobec Waszyngtonu. Stany Zjednoczone nie oglądają się na żadne sentymenty i brutalnie realizują swoje interesy. Czyli – zachowują się jak każdy racjonalny podmiot polityki międzynarodowej. Z państwem słabym, mało znaczącym i nie ceniącym się postępują dokładnie tak, jak na to zasługuje.

Nieracjonalnie zachowuje się za to Polska. Bezkrytyczne popieranie kolejnych inwazji USA w żaden sposób nie poprawiło naszego bezpieczeństwa. Zwiększyło zagrożenie atakiem terrorystycznym, wystawiło na szwank nasze potencjalne interesy w bogatym w surowce regionie. Nasz kraj cieszył się wcześniej pewną sympatią w krajach Bliskiego Wschodu, o którą obecnie ciężko. Ze strony Waszyngtonu żadnych gwarancji, wychodzących poza to, co wynika z przynależności do NATO, nie otrzymaliśmy. Dorobiliśmy się jednak zasłużonej opinii państwa, które reprezentuje w Europie interesy amerykańskie. Jeśli taką postawę Polska będzie w dalszym ciągu konsekwentnie zajmować, może się to odbić na nas bardzo niekorzystnie. Łącznie z wciągnięciem w bezpośredni, duży konflikt, o którym pisałem na początku artykułu.

Polityka na miarę sił i możliwości
Naturalnym obszarem działalności i aktywności polskiej polityki zagranicznej powinna pozostawać Europa Centralna. Bardzo istotna jest obrona naszej suwerenności w ramach UE, aż do opuszczenia tego coraz bardziej niestabilnego, a zarazem ograniczającego podmiotowość naszego państwa, tworu, włącznie. Budowanie relacji w najbliższym otoczeniu, oparte na kontaktach dwu i wielostronnych z sąsiadami, to nasz podstawowy priorytet. Co więcej, wydaje się, że co najmniej kilka postkomunistycznych państw środka Europy wręcz oczekuje tego od Polski.

Tymczasem wojska tureckie koncentrują się przy granicy z Syrią, której wsparcie okazują Rosja i Chiny. Izrael gotuje się do uderzenia na Iran. Prawdopodobieństwo zaogniania się sytuacji jest bardzo duże. Co powinna w tej sytuacji robić Polska? Po pierwsze – zdecydowanie opowiadać się przeciwko wszelkim działaniom zbrojnym, jakie mogłyby podejmować państwa NATO albo ich sojusznicy na Bliskim Wschodzie. Po drugie – w razie wybuchu otwartego konfliktu wyraźnie się do niego zdystansować. Kolejna wojna na Bliskim Wschodzie nie leży w naszym interesie. Jakikolwiek udział Polski w takim konflikcie godzi w nasze interesy narodowe, w nasze bezpieczeństwo.

Mamy to szczęście, że znaleźliśmy się na peryferiach polityki światowej. Zachowujmy spokój, budujmy siłę naszego państwa, narodu, gospodarki i armii. Budujmy swoją pozycję w najbliższym otoczeniu. A dopóki jej nie zbudujemy – pilnujmy swojej peryferyjności.

Robert Winnicki
03.10.2012r.

KOMENTARZE

  • dobry BOŻE ...
    uchowaj NAS od takich prognostów...POLSKA państwem peryferyjnym...???...od zawsze po naszym terytorium przetaczały się spory największych potęg tego świata ,ostatnia wojna pokazała to dobitnie ,a dzisiaj wcale nie jest lepiej...POLSKA co prawda wybrała znacznie lepszą część odwiecznego sporu ,odeszła od bolszewii ,ale to wcale nie znaczy iż pozbyła się jej piewców ,którzy chcą przyklepać dzisiejszy status quo...no jak panie ROBERCIE ,zaczyna się wam ostro już hajcować pod waszym garnkiem...oj ostro...
  • @val 10:05:55
    Wybiera się pan do Syrii, Afganistanu albo do Iranu?

    Śmiało, proszę się nie krępować, tylko proszę ze sobą zabrać Glińskiego, Kuźmiuka, Dornbauma, Kaczyńskiego, Kurskiego, Gilowską, Czarneckiego, Bieleckiego, Ziobro i innych wielkich patriotów.
  • Jeżeli antypolski układ ewidentnie postawił ostatnio na PiS, to dlatego m.in. że ...
    dostał solenne obietnice od prezesa (i czołówki PiS) że wyśle tysiące (może dziesiątki tysięcy) polskiego mięsa armatniego na nową szykującą się wojnę, nie naszą wojnę.
    To jest oczywiście zdrada główna, to jest zdrada stanu. Ja informuje pisowską, antypolską jaczejkę, że kiedyś zarobią kule w łeb za te ich numery. Polacy wpierdolą was do jednego dołu i tyle was będzie. Czy już hymnu prezes raczył się nauczyć. Jak się udaje polskiego patriotę, to chociaż polski hymn wypadałoby znać.
  • Peryferia Europy?
    Może Polska nie ma znaczenia dla Europy, ale dlaczego zatem Niemcy, Holendrzy, Duńczycy inwestują w polską ziemię?
    Polsce brakuje powszechnego uzbrojenia wzorem Szwajcarii!
    W przeciwnym wypadkuw ciągu klikudziesięciu lat fala obcych wojsk przeleje się niepowstrzymana przez Polskę.
  • @Kozidrań 10:32:52
    Bo jest jeszcze zdrowa i żyzna oraz tania i jest blisko ich krajów. Swoją ziemię rolną już zniszczyli. :)
  • @vortex 10:32:30
    Oni po prostu widzą, co się dzieje w Polsce, wiedzą, że Polacy mogą przejąć władzę w Polsce, a tego ONI się najbardziej obawiają. Dlatego wolą, aby Polską rządził PiS, bo jest" zły", "moherowy" i "katolicki" oraz propolski i patriotyczny, ale jest dla nich przewidywalny i na ich pasku i będzie i tak, im jadł z ich dłoni i będzie tak grał, jak oni nim podrygują.
  • @val 10:05:55
    Zapomniałem jeszcze o panu Antonim Macierewiczu, jego też proszę zabrać na tę uczciwą wojnę w imię żydowskich i syjonistycznych oraz masońskich interesów.
  • @val 10:05:55
    Val jak zwykle nie potrafi czytać ze zrozumieniem. Jeśli przeczytał by tekst i zrozumiał co w nim pisze dowiedział by się, że pan Winnicki pisze o OBECNEJ sytuacji geopolitycznej. Pisze o tym, że teraz najważniejsza dla świata jest Azja. O nią się rozgrywają spory największych graczy.
    Nie wspomnę jak rynsztokowym językiem posługuje się val. Tu nie ma mowy o żadnej polemice. To zwykły atak emocjonalny na swojego naturalnego wroga jakim są narodowcy.

    Artykuł ma na pewno sens, tylko szkoda, że jest marzeniem. Bo kto niby miał by to realizować? Nikomu nie zależy na odbudowaniu Wielkiej Polski w obecnych czasach.
  • Nie jesteśmy NIESTETY w położeniu peryferyjnym w środku Europu między wrogimi nam Niemcami i wrogą Rosją
    Jednak co do Bliskiego Wschodu to racja, zachować neutralność, a nawet potępić eskalowanie wojen, zawsze lepszy jest POKÓJ. Katolicki Naród Polski Pokolenia Jana Pawła II nie może być agresorem, podżegaczem wojennym.

    Niestety zapewne "nasza" armia już się szykuje do kolejnych misji, zapewne na razie na Syrię. Czy F-16 już tam są? W końcu po coś kupiono do nich kolejną transzę nieobronnego uzbrojenia atakującego, głównie bomby do zabijania cywilów, niszczenia infrastruktury.

    Nasze F16 powinny być uzbrojone głównie do OBRONY POLSKI w rakiety powietrze-powietrze średniego zasięgu (szkoda że nie ma dalekiego zasięgu) i krótkiego, oraz broń przeciwpancerną, przeciwokrętową, bo są takie możliwości. Atak na okręt z daleka, z powietrza miałby szanse większe, niż innym środkami i można uciec przed ripostą.

    Komandosów też wyślą? Takie to mamy wojsko obronne.

    I zgadzam się z tezą że szykują nas znowu na chłopca do dużego bicia w razie światówki. Jako kraj proamerykański aż karykaturalnie... będziemy wygodnym celem żeby wpłynąć na NATO, na USA. Celem nawet nie militarnym, co politycznym acz środkami militarnymi. Tarcza USA ma to przyspieszyć. USA wyznaczą termin nowej wojny i takich mamy sojuszników psia ich mać. Będą nas wyzwalać, to wyłazimy z jam, policzymy się i będzie nas z milion. Już są tacy osadnicy z Palestyny co nas zastąpią.
  • @Kozidrań 10:32:52
    Danię, Holandię szlag trafi prawie całości w razie wielkiego tsunami z Atlantyku jakie kiedyś NIEUCHRONNIE będzie, a przecież mogą być inne przyczyny ograniczonego, ale dotkliwego zalania ziem, np mniejsze klęski żywiołowe, wojna, terroryzm. I faktycznie zniszczyli sobie ziemie nwo rolnictwem, jakie powinno być surowo zakazane. To ma być dobrostan ziemi? Jaja jakieś. Ja sypię nawozy jak lekarstwo, nie żałuję tylko obornika pod ziemniaki ;) po opryskach dalej mam chwasty :):):)

    Lekkie uzbrojenie Szwajcarii nie wystarczy, ale zasadniczo takie modele bardzo popieram. To przynajmniej demokracje zbuduje, bo władza będzie się bała porządnie uzbrojonych obywateli, nie zechcą nas wkurzyć... bo jakby co...
  • tonderski ,vortex ,frasobliwy...
    święta trójca wszystkowiedzących...nie ma co podają nawet nazwiska znanych pisiaków i to z pamięci ,ale tych których chcą ,,na siłę sami promować to o dziwo wcale nie znają ...WCALE ,ani jednego nazwiska od nich ...no bo chyba pan ROBERT to jest całkowicie poza tematem...jeszcze nawet nie w szkole podstawowej...szkoda !!!
  • Polska może dużo zyskac i dużo stracić
    W dynamicznej sytuacji między narodowej Polska może dużo zyskać ale jeszcze więcej stracić. Trzeba trzymać siż z dala gdy o wiele potężniejsi od nas chwycą się za karki. Gdy już będzie po wszystkim możemy być bardzo silni (ale ich słabością).
  • @val 12:54:58
    Pisowszczyzna jak zwykle, nie na temat...Brak logicznych argumentow, zamienia na szydzenie, tyle ze slabo to im wychodzi.Coz trzeba robic dobra mine, do zlej gry...Jak sie jest popychadlem zydowsko-amerykanskich interesow, nic innego nie zostaje jak zaklinac rzeczywistosc:)

    Tekst dobry.
  • Polska peryferyjna?
    Rozumiem, że nie mamy się pchać na siłę w kłopoty, ale jakoś z geografii wychodzi mi, że Polska nijak nie może być "krajem peryferyjnym". Nie w środku Europy między Rosją i Niemcami. Ktokolwiek chce sobie zrobić spacer ze Wschodu na Zachód lub w drugą stronę, musi przez terytoriom Polski przejść. W Europie jesteśmy jak cztery środkowe pola na szachownicy. Kto podbija Polskę - rządzi resztą Europy.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930